Tak dziś leżałam na słoneczku, śmierdząc olejkiem do opalania i czytałam ciekawą książkę. Między innymi o katastrofalnych skutkach gorącego lata, gdy z odwodnienia zmarły ponad 4 000 osób. Niemowlęta, staruszkowie, ale i najbliższsi znajomi, którzy według nas są nieśmiertelni. Można żyć razem, można żyć osobno, ale na koniec życia, tak jak na koniec uczty, każdy dostaje oddzielny rachunek.
Ale dzisiaj nie o tym. W sumie o niczym. Nie będe opowiadać o tym jak robotnik obczajał mnie, gdy przechodziłam przez ulicę. Nie będe męczyć opowiadaniem o rozmowach z niepełnosprytnym kolegą, który widocznie powinien zmienić dilera. A tym bardziej o bukiecie bezów, które dostałam od uprzejmego menela, gdy wracałam z parku.
W sumie to właśnie streściłam dzień w kilku zdaniach.
Kończę, słonecznie umierając.!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz